2.
Inspektor Poczwarka zawsze czuł się nieswojo w towarzystwie leśnych skrzatów. Stworzenia nie dorastały mu nawet do pasa, przez co w pierwszym odruchu każdy traktował je protekcjonalnie, jednak były niezwykle wiekowe – wiele z nich pamiętało czasy książąt piastowskich, a gromadzona od stuleci mądrość zasługiwała na szacunek. Pojawiał się więc spory rozdźwięk. Na szczęście skrzaty nie zwracały na to większej uwagi.
- Dziękuję za przybycie, czcigodny Jaryło – zaczął ostrożnie inspektor. – Wierzę, że twoja pomoc okaże się bardzo ważna dla naszego śledztwa.
Skrzat ukłonił się z powagą. Jego wielka głowa wyglądała jak wystrugana z drewna, a splątana broda przypominała korzenie jakiejś pradawnej rośliny.
- Za chwilę udamy się do pokoju okazań – kontynuował Poczwarka. – Pokażemy ci kilka osób i poprosimy o wskazanie, która z nich mogła odwiedzić wasz las… I zerwać kwiat paproci. Wiem, że masz na wszystkich oko.
- Mam nadzieję, że okażę się pomocny – skrzat Jaryło przemówił dudniącym basem. – Współpraca ze strażnikami z nowych czasów to dla mnie zaszczyt.
Jaryło należał do dworu Królowej Lasu. Dobre stosunki z leśnymi stworzeniami były niezbędne dla sprawnego funkcjonowania tajnej komórki do spraw walki z przestępczością mitologiczną i legendarną, z czego Poczwarka doskonale zdawał sobie sprawę.
- Zapraszam więc – przyglądający się dotąd z boku aspirant Dzięcioł otworzył drzwi. We trzech udali się do pokoju okazań. Skrzat z uwagą przyglądał się pustemu pomieszczeniu, widocznemu za weneckim lustrem. Po chwili weszło do niego pięciu podejrzanych.
Skrzat zmrużył oczy, przez chwilę dumał w skupieniu. Wreszcie oznajmił z całą pewnością:
- To ten pośrodku. Rok temu był w lesie w Noc Kupały.
*
- Bardzo, bardzo nieładnie – powiedział karcącym tonem inspektor Poczwarka. Siedzący po drugiej stronie stolika człowiek miał wyjątkowo nieszczęśliwą minę. – Panie Zbigniewie, zdaje pan sobie sprawę, że popełnił poważne przestępstwo?
- Jakie znowu przestępstwo… - zaprotestował zatrzymany. – Przecież to żadna zbrodnia, zerwać kwiat paproci… Sprawdzałem, nie ma go nawet na liście gatunków chronionych. Większość ludzi w ogóle nie wierzy w jego istnienie.
Poczwarka pokręcił głową.
- Zerwać kwiat to nie zbrodnia. Ale przecież nie zebrał go pan bez celu, prawda?
- A czy to źle, że poprosiłem o bogactwo? Każdy by poprosił…
- Zgoda, ale wie pan, panie Zbigniewie, że w naszym kraju płaci się podatki? Naprawdę sądził pan, że urząd skarbowy przeoczy nagłe wzbogacenie się drobnego dotąd biznesmena?
Pan Zbigniew wyglądał na zupełnie przybitego. Oczywiście nie zapłacił podatku od wzbogacenia, gdy kwiat paproci obdarzył go sporą fortuną.
- Ale to przecież czarodziejski kwiat… - próbował jeszcze, bez większego przekonania.
- I co z tego? Skarbówka żadnych czarów się nie boi!
Przesłuchanie potrwało jeszcze parę minut. Pan Zbigniew przyznał się do wszystkiego; groziły mu srogie konsekwencje. Wyprowadziwszy go, inspektor Poczwarka z ulgą napił się kawy. Być może przełomu w sprawie kwiatu paproci wciąż nie było, ale każdy sukces podnosił na duchu.
© 2012 – KwiatPaproci.pl