8.
Inspektor Poczwarka był podenerwowany. W jego biurze panowała atmosfera raczej burzowa, a na pewno nieprzyjemna. Inspektor z ponurą miną spoglądał to na Królową Lasu, to na pojmanego mafioza.
- Drodzy państwo – powiedział. – Jak być może wiecie, moja jednostka zajmuje się walką z przestępczością mitologiczną i legendarną. Bronimy obywateli przed utopcami, strzygami, ścigamy mamuny. Zajmujemy się tym, w co większość spokojnie pracujących obywateli nie wierzy i nie najmniejszego obowiązku wierzyć. A tymczasem co to ma być? Rosyjska mafia? Co ja z wami zrobię?
Królowa Lasu przyglądała mu się bez wyraźnych emocji.
- Inspektorze, dzięki mnie pojmałeś groźnego przestępcę. Twoi przełożeni zapewne to docenią. Nawet do lasu docierają słuchy, że twoja jednostka jest zagrożona…
Schwytany mafiozo zaniósł się oburzeniem.
- Ty poczwaro! – krzyknął do niej z mocnym akcentem; zreflektował się, widząc wzrok inspektora. – Ty potworze! – poprawił się. – Obiecałaś, że kwiat może być mój, a tymczasem co? Wciągnęłaś mnie w pułapkę!
- Pięknie – Poczwarka pokręcił głowa. – Powiązania ze zorganizowanymi grupami przestępczymi. I co ja mam zrobić, Królowo? Przecież nie mogę aresztować postaci z legendy! Jaki sąd miałby cię osądzić?
- Jeszcze raz, inspektorze – przypomniała Królowa. – Gdyby nie ja, Jewgienij nadal byłby na wolności. Czy może się mylę?
- No nie – przyznał Poczwarka. – Cóż… Dziękuję. Swoją drogą – zwrócił się do mafioza. – Zanim przekażę cię odpowiednim ludziom, mam jedno pytanie. Zerwałeś kwiat paproci, tak? Dlaczego nie wypowiedziałeś życzenia, tylko zacząłeś kopać ziemię na polance?
Jewgienij westchnął ponuro.
- Tak się robi w moim kraju. Rzuca się kwiat paproci. Upadając wskazuje on miejsce, gdzie zakopany jest skarb. Ech…
- Co kraj to obyczaj – wzruszyła ramionami Królowa. – Francuzi zerwawszy kwiat biegną wspiąć się na najbliższe wzgórze… - zaśmiała się. – Tu byłby problem, płasko przecież jak na stole.
- Kilka razy znalazłem takie skarby pod Moskwą – kontynuował przybity Rosjanin. – Raz na Ukrainie, ale zrywanie tamtego kwiatu było pomyłką…
- Dlaczego? – zainteresował się milczący dotąd aspirant Dzięcioł.
- Czarnobyl – Jewgienij wzdrygnął się na samo wspomnienie.
Inspektor Poczwarka uderzył pięścią w biurko.
- No nic – powiedział. – Zaraz przyjdą po ciebie koledzy od przestępczości zorganizowanej. Bardzo się ucieszyli na mój telefon. A my chyba mamy jeszcze do pogadania, Królowo…
Władczyni lasu westchnęła. Aspirant Dzięcioł sprawdził magnetofon. Czuł się dziwnie; nigdy dotąd nie rejestrował zeznań istoty z legendy. To była naprawdę zwariowana noc.
Sprawca całego zamieszania, niepozorny kwiatek, przykryty szklanym kloszem wciąż mienił się czarodziejskim blaskiem.
© 2012 – KwiatPaproci.pl