3.
Ledwo inspektor Poczwarka odłożył słuchawkę telefonu, w biurze zapanowała atmosfera ekscytacji. Aspirant Dzięcioł bezbłędnie rozpoznał wyraz twarzy przełożonego.
- Jedziemy w teren? – ucieszył się.
- Dokładnie tak! – inspektor sam niemal podskakiwał z radości. – Dość gnicia nad papierami, jedziemy na akcję!
Gdy instalowali się w samochodzie, Poczwarka streścił pokrótce treść rozmowy z szefostwem.
- Namierzyli lokal, w którym ktoś z całą pewnością magazynuje spreparowane kwiaty paproci. Królowa Lasu nic o tym nie wie. To może być przełom w sprawie!
- Dostaniemy wsparcie? – zainteresował się Dzięcioł.
Inspektor Poczwarka zaśmiał się tylko ponuro.
- Zgadnij… Cięcia budżetowe.
Auto łykało kolejne kilometry szosy. Wreszcie oddział uderzeniowy tajnej jednostki do spraw walki z przestępczością mitologiczną i legendarną znalazł się na miejscu. Daleko na obrzeżach miasta stał niepozorny, mały domek. Funkcjonariusze wyskoczyli z samochodu; kamizelki kuloodporne opinały ich wydatne brzuchy. Z zachowaniem procedury bezpieczeństwa, a przynajmniej jej pozorów, zakradli się pod drzwi.
- Otwierać! – ryknął Poczwarka. – Policja!
Wobec braku jakiejkolwiek reakcji, filmowym kopniakiem sforsował drzwi i niemal przewrócił się, wpadając do środka. Aspirant Dzięcioł podążył za nim. Policyjny nos poprowadził ich bezbłędnie do celu: w saloniku zastali zaskoczonego młodzieńca, manipulującego przy rozstawionych pośrodku, wielkich doniczkach. Wyglądał, jakby właśnie zmaterializowali się przed nim kosmici.
- Panowie do kogo? – zapytał z głupia frant.
Mierząc do niego ze służbowej broni, Poczwarka podszedł bliżej. Lokatora nie trzeba było specjalnie zachęcać do podniesienia rąk i zaniechania jakiegokolwiek oporu.
- Antoni Słoicki, prawda? – uprzejmie zapytał Dzięcioł. – Pan pójdzie z nami. A towar konfiskujemy. Oj, brzydko się pan wpakował…
Inspektor z uwagą przyjrzał się donicom. Nie ulegało wątpliwości, że rosną w nich paprocie. Na niektórych można było dostrzec wyraźne zalążki kwiatostanów.
- Oczywiście rozumie pan, jakie są konsekwencje handlu towarem niebezpiecznym, i to bez jakichkolwiek zezwoleń? – zainteresował się Dzięcioł. – Nie spodziewałbym się niczego dobrego.
Słoicki był zdruzgotany. Potulnie dał się zakuć i wyprowadzić do samochodu. Funkcjonariusze zabrali jedną z donic; inspektor Poczwarka liczył, że cięcia budżetowe nie przeszkodzą w przeprowadzeniu porządnej ekspertyzy.
Nie ulegało wątpliwości, że zatrzymany był tylko pionkiem. Nie sprawiał wrażenia osoby, która może dużo wiedzieć. Niemniej na pewno pojawił się właśnie nowy ważny wątek w sprawie, która od dawna była priorytetem. Poczuł, że ściska w ręku nić, która może zaprowadzić go do celu.
© 2012 – KwiatPaproci.pl