7.

NOC KUPAŁY

Powietrze pachniało żywicą. Wiatr szumiał lekko w koronach drzew, śpiewały świerszcze, pohukiwały sowy. Gwiazdy i księżyc świeciły jasno na czerwcowym niebie.

Inspektor Poczwarka syknął przez zaciśnięte zęby, gdy ukąsił go kolejny już komar. Przyczajony w krzakach, obserwował kwiat paproci, kwitnący pięknie na polanie. Niezwykła roślina jaśniała niewytłumaczalnym blaskiem. Co jakiś czas pojawiał się w jego głowie cichutki podszept: zerwij, wypowiedz życzenie… Magiczny kwiat, pożądany od nieprzeliczonych pokoleń, był na wyciągnięcie ręki. Odgonił te myśli.

Po drugiej stronie polany zaczaił się aspirant Dzięcioł. Poczwarka wyraźnie słyszał stłumione przekleństwa, gdy również jego podwładnego cięły komary. Dalej, między drzewami, skryli się antyterroryści, cichutcy i niewidzialni jak duchy.

Póki co, było bardzo spokojnie. Być może Królowa Lasu pomyliła się w przewidywaniach. Ostatecznie, w dawnych czasach wiara w kwiat paproci była dalece bardziej rozpowszechniona, a leśny dwór jakoś dawał sobie radę…

Nagle rozległ się trzask łamanych gałęzi. Na polanie pojawił się ciemny kształt. Poczwarka wytężył wzrok. Był to postawny mężczyzna, ubrany na czarno, z twarzą zasłoniętą kominiarką. Intruz rozejrzał się i pewnym krokiem ruszył w stronę kwiatu.

Poczwarka wyskoczył z krzaków.

- Stój! – krzyknął. W ślad za nim na polanie pojawił się Dzięcioł i antyterroryści.

Nieznajomy jednak ani myślał stosować się do rozkazu. Rzucił się w stronę kwiatu paproci, błyskawicznie go zerwał, po czym… wyrzucił wysoko w górę. Ekipa inspektora Poczwarki zamarła, całkiem zaskoczona. Świecący kwiat zakreślił tymczasem w powietrzu łuk i opadł na polanę. Nieznajomy natychmiast doskoczył w to miejsce, i – najwyraźniej niezainteresowany samym kwiatem – zaczął kopać tam w ziemi, gorączkowo, gołymi rękami.

- Stój! – powtórzył groźnie Poczwarka. – Panowie – zniecierpliwił się, widząc brak reakcji zamaskowanego. – Bierzmy go!

Antyterroryści migiem pochwycili nieznajomego. Ten zaklął głośno po rosyjsku; usiłował się bronić. Nadaremno. Antyterroryści skuli go w kajdanki i unieruchomili.

- Nie róbcie mu krzywdy – usłyszeli znienacka. Poczwarka odwrócił się, coraz bardziej zdezorientowany. Spomiędzy drzew wyłoniła się Królowa Lasu w towarzystwie dwóch barczystych skrzatów. – Jewgienij – zwróciła się do pochwyconego przez funkcjonariuszy mężczyzny. – Nie szarp się, nie ma sensu.

- Oszukałaś mnie! – warknął z silnym akcentem. – To pułapka!

Królowa pokiwała smutno głową.

- Co tu się właściwie dzieje? – przytomnie zapytał inspektor Poczwarka. – O jasna… - westchnął, gdy antyterroryści zdjęli kominiarkę z twarzy nieznajomego. Nawet w świetle gwiazd znakomicie rozpoznał tę twarz.

Miał przed sobą najbardziej poszukiwanego rezydenta rosyjskiej mafii. Sprawa robiła się coraz bardziej skomplikowana.

- Do samochodu z nim – zawyrokował. – Królowo, czy zechcesz udać się z nami? Liczę na jakieś wyjaśnienia…

Królowa zgodziła się po chwili zawahania. Odprawiła skrzaty.

- Wezmę to – wskazała leżący na ziemi kwiat, wciąż otoczony magiczną poświatą. – Na mnie jego moc nie zadziała, a lepiej, żeby nie wpadł w niepowołane ręce.

Udali się do szosy, gdzie czekały zaparkowane samochody. Poczwarka był całkowicie oszołomiony. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego.

Kwiat Paproci - mały

© 2012 – KwiatPaproci.pl