4.

MOCNIEJSZE OD KAWY

Inspektor Poczwarka skrzywił się, gdy fusy kawy przykleiły się do zębów. Cięcia budżetowe były coraz bardziej bolesne – nawet kawę dostawali teraz najtańszą i raczej paskudną. Niemniej nie wyobrażał sobie pracy bez niej.

Przeciągnął się za biurkiem. Aspirant Dzięcioł poszedł do domu godzinę temu; został sam ze stertą papierów i niewesołymi myślami. Była połowa czerwca, coraz bliżej do Nocy Kupały, gdy tradycyjnie specjalna jednostka do spraw walki z przestępczością mitologiczną i legendarna ma najwięcej roboty – no, może czasem zdarzała się równie intensywna noc Dziadów. Czuł, że nie może już doczekać się emerytury i świętego spokoju.

Tymczasem jednak śledztwo w sprawie kwiatów paproci niewiadomego pochodzenia utknęło w martwym punkcie. Sprawa była bardzo delikatna, z jednej strony bowiem nie mógł zawieść zwierzchników – a od dawna przebąkiwało się, że cała jego jednostka jest właściwie zbędna i można by ją rozwiązać – z drugiej zaś, nie mógł ryzykować zepsucia stosunków z dworem Królowej Lasu. Chodziło nie tylko o bezpieczeństwo grzybiarzy, leśników i myśliwych; gdyby leśny dwór postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie ukarać ludzi handlujących najcenniejszym z leśnych skarbów, co zakrawało na wyjątkowo bezczelne świętokradztwo, sytuacja mogłaby całkowicie wymknąć się spod kontroli.

Kwiat paproci. Już od stuleci rozpalał wyobraźnię. Dawał bogactwo, wieczną młodość; spełniał marzenia. Ludzie byli gotowi dla niego zabijać. Zdobyć kwiat było jednak bardzo trudno. Nie dość, że kwitł tylko w tę jedną szczególną czerwcową noc, to jeszcze las pilnie go strzegł. Oczywiście zdarzało się, że ktoś – jak choćby ten nieszczęsny biznesmen; swoją drogą, że też takiej ciamajdzie się udało – zdołał kwiat zerwać, najczęściej jednak kończyło się w najlepszym razie na srogim przestrachu. Niektórzy śmiałkowie wcale nie wracali z lasu.

Teraz zaś kwiaty pojawiły się na czarnym rynku. Jeśli wierzyć doniesieniom, sadzonki osiągały zawrotne ceny. Wciąż nie wiadomo było na sto procent, czy kwiaty z plantacji zachowywały wszystkie czarodziejskie właściwości dziko rosnących; nawet jeśli tylko małą ich część, warte były majątek.

Inspektor w zamyśleniu drapał się po głowie. Niewiele wynikło z zeznań tego młodziaka, Słoickiego; sadzonki dostał od jakiegoś tajemniczego handlarza, umówili się przez Internet. Bez wątpienia był tylko pionkiem. Poczwarka sam nie wiedział do końca, co o tym myśleć.

Z odrętwienia wyrwał go telefon. Zdziwił się: o tej porze? Już dawno przecież powinien siedzieć w domu…

- Inspektor Poczwarka? – upewniła się rozmówczyni. Miała przyjemny głos. – Z tej strony leśny dwór, rusałka Kalia się kłania. Panie inspektorze, Królowa Lasu chciałaby spotkać się z panem. Osobiście…

Poczwarka ucieszył się, że akurat nie miał w ustach kawy, bo na pewno by się udławił. Spotkanie z samą Królową! Nigdy nie miał okazji poznać jej osobiście. Nagle zapomniał o tym, że mija już dwunasta godzina, odkąd zasiadł za biurkiem. Rozmowa trwała jeszcze krótką chwilę; odłożywszy słuchawkę, machinalnie wstawił wodę na kolejną filiżankę kawy. Ale żadna ilość kofeiny nie mogłaby pobudzić go tak, jak ta wiadomość.

Kwiat Paproci - mały

© 2012 – KwiatPaproci.pl