9.
Inspektor Poczwarka czuł się naprawdę dziwnie. Poprzednie spotkanie z Królową Lasu miało przecież miejsce w zupełnie innych okolicznościach. A tu proszę, przesłuchuje ją… w jakim właściwie charakterze? Świadka? Podejrzanego? Czasem tęsknił za prostą pracą z początków swojej kariery.
- Królowo… - odchrząknął. Od czego by tu zacząć? – Może… kawy? – zaproponował.
Leśna monarchini grzecznie podziękowała. Postanowił przejść więc od razu do rzeczy.
- Zaproponowałbym adwokata i w ogóle, ale prawdę mówiąc, nie bardzo wiem, jak to formalnie miałoby wyglądać… - westchnął. – Konstytucja nie wspomina o postaciach z podań i legend... Proszę więc po prostu o mówienie prawdy, dobrze?
Królowa z powagą skinęła głową.
- Przysięgam mówić prawdę.
- Wspaniale. A więc od początku. Jak doszło do kontaktu leśnego dworu z Jewgienijem J., członkiem rosyjskiej mafii?
Królowa spojrzała Poczwarce o oczy.
- Tak jak Jewgienij powiedział, zbierał już kwiaty paproci na wschodzie. Był dobrze znany tamtejszym leśnym włodarzom… Nie tylko służby specjalne współpracują ponad granicami, inspektorze. Wiedzieliśmy, że skusi go polski kwiat.
Inspektor spojrzał na Dzięcioła. Aspirant rejestrował na taśmie każde słowo Królowej; zgodnie ze starą szkoła sporządzał też odręczne notatki.
- Dobrze – zgodził się Poczwarka. – W takim razie… po co nam go wystawiłaś?
W tym momencie, z doskonałym wyczuciem dramaturgii, zadzwonił telefon. Chcąc nie-chcąc, inspektor musiał odebrać połączenie. Z każdą sekundą rozmowy twarz zasnuwała mu chmura gniewu, a gdy odkładał słuchawkę, był naprawdę zły.
- Właśnie dostałem informację o zatrzymaniu znanego w półświatku handlarza narkotyków. Zupełnym przypadkiem, koledzy z narkotykowego wpadli na niego, gdy wracał z lasu. Miał przy sobie dziwnie iluminujące kwiatostany… A co najlepsze, towarzyszyła mu postać opisana niedwuznacznie jako skrzat.
Królowa zamarła.
- Jak to…?
Poczwarka wypuścił powietrze nosem jak rozjuszony byk.
- No właśnie. Jak to?!
Nieoczekiwanie monarchini zaniosła się śmiechem.
- Widocznie moc legendy nadal działa… Każdy, kto chciał wzbogacić się na kwiecie paproci, marnie kończył. Cóż, akurat ja miałam jak najlepsze intencje… Legendzie to chyba jednak obojętne.
Poczwarka nie próbował ukryć, że jest zbity z tropu.
- Jewgienij miał was po prostu zająć, inspektorze. Prawda jest taka, że zaczęliśmy sprzedawać kwiaty. Ich magiczna moc na nas nie działa. A potrzebowaliśmy pieniędzy, żeby móc jakoś wejść w nowe czasy, mieć kapitał… Jak myślisz, ile można żyć w lesie, na uboczu, na coraz głębszym marginesie? Jakie czasy, taka legenda…
Inspektor i Dzięcioł spoglądali teraz po sobie. Poczwarka poczuł się bezradny, jak chyba jeszcze nigdy. Miał wielką ochotę napić się czegoś mocniejszego, niż kawa.
© 2012 – KwiatPaproci.pl