1.

BURZLIWE POCZĄTKI

Pierwsze dni pracy w tajnej jednostce ds. walki z przestępczością mitologiczną i legendarną nie były łatwe. Aspirant Dzięcioł doskonale pamiętał pierwsze przydzielone mu zadanie.

Siedzieli wówczas w biurze we dwóch z inspektorem Poczwarką. Za oknem lało, co jakiś czas rozbłyskiwał piorun, a ziemia trzęsła się od grzmotów.

- Drugi dzień już tak pierze żabami… – mruknął Dzięcioł, spoglądając na pochmurne niebo. – Co za pogoda.

- Ano – przełożony oderwał się od rozwiązywanej krzyżówki. – Trzeba coś z tym zrobić.

- Nie wiedziałem, że polska policja ma moc rozkazywania pogodzie – zażartował aspirant, nieświadom jeszcze, co go czeka.

- Oczywiście, że pogodzie rozkazywać nie można – dobrotliwie przyznał Poczwarka. – Niemniej, jak najbardziej jesteśmy w stanie poprosić o jej uspokojenie tych, którzy mogą więcej od nas.

Aspirant Dzięcioł spoglądał na przełożonego wzrokiem sugerującym, że nie był pewien, czy ten przypadkiem nie oszalał. Poczwarka zauważył to i przybrał minę srogą, acz udawaną.

- Ktoś tu nie uważał na pierwszym szkoleniu…! Aspirancie, proszę mi powiedzieć, co według podań staropolskich ma kluczowe znaczenie dla zakwitnięcia kwiatu paproci?

- No… napięcie w przyrodzie, jakie wytwarza się podczas burzy.

- Dokładnie. Kwiat paproci należy do największych z leśnych skarbów, jest prawdziwą perłą w koronie Królowej Lasu. Nie do pomyślenia byłoby, gdyby zakwitł marny lub nie zakwitł wcale. A leśny dwór ma swoje sekretne moce… Wśród nich, zaklinanie burzy. A przecież Noc Kupały już pojutrze, to na pewno Królowa. No nic, aspirancie, ktoś najwyraźniej musi z dworem porozmawiać. Wskakujcie w samochód.

Perspektywa choćby wyściubienia nosa z suchego biura nie wydawała się ani trochę kusząca. Cóż, pomyślał smętnie Dzięcioł, taki los świeżaka. Wysłuchał szczegółowych instrukcji, opatulił się kurtką i wyszedł w deszcz.

*

- Przychodzę w pokoju, Królowo, prosząc o wysłuchanie – powiedział, stojąc w strugach deszczu na leśnej polanie. Czuł się raczej idiotycznie, jakby mówił do drzew; po prawdzie, tak właśnie było. – Jestem posłańcem świata współczesnego.

Przetarł oczy. Spomiędzy gęstych krzaków wyłoniła się niska sylwetka leśnego skrzata. Ten skłonił się z dumą i przemówił głębokim basem:

- Mów, emisariuszu. Przekażę słowa Królowej.

Tak, jak mówił Poczwarka. Królowa sama niemal nigdy nie pokazywała się obcym.

Wśród grzmotów i błyskawic przekazał skrzatowi grzeczną prośbę o uspokojenie burzy, gdyż ludzie naprawdę mają już jej dość. Czerwiec w pełni, czas na trochę słońca.

Skrzat wysłuchał z uwagą i zniknął w gęstwinie, obiecując, że zaraz wróci z odpowiedzią. Istotnie, minęło kilka chwil (podczas których Dzięcioł z rezygnacją zauważył, że przemókł już na wylot, a woda chlupie w wodoodpornych butach), gdy powrócił.

- Królowa wysłuchała prośby, ale jej nie spełni. W ubiegłym roku kwiaty obrodziły wyjątkowo nieurodzajnie. Przez was, ludzi. Zatruliście niebo i wody. Musimy więc zebrać więcej błyskawic, aby oczyścić ziemię, i więcej grzmotów, aby zagłuszyć wasze hałasy. Przykro mi.

Dalsze negocjacje mijały się z celem; słowo Królowej było ostateczne. Aspirant dzięcioł westchnął i wrócił na ścieżkę. Do drogi, przy której zaparkował, miał jeszcze kawałek.

Gdy szedł przez las, otulony kapturem, przez chwilę zdawało mu się, że między drzewami mignęła postać pięknej kobiety, tańczącej z uniesionymi ku niebu rękami. Ale może mu się zdawało. Deszcz wzmógł się jeszcze bardziej.

- Niech to dunder świśnie… - mruknął.

Niemal w tej samej chwili piorun uderzył gdzieś bardzo niedaleko, huk grzmotu niemal go ogłuszył. Skulił się pod kapturem, przyśpieszył kroku. Gdy dzwonienie w uszach trochę ustąpiło, wydawało mu się, że słyszy śmiech.

Pokręcił głową. W co też się wpakował… Z ulgą wsiadł do samochodu i ruszył w stronę miasta, zaczynając doceniać papierkową robotę.

Kwiat Paproci - mały

© 2012 – KwiatPaproci.pl